Po
przeczytaniu pierwszej części historii Mii i Adama byłem zachwycony rodzajem
podjętych wydarzeń. Tragedia, która dotknęła główną bohaterkę i wszystkie
osoby, które miały coś z nią wspólnego, chociaż na chwilę otworzyła oczy i
umysł na problem „zniknięcia” człowieka z tego świata. Bo przecież żyjemy i
jeśli cieszymy się życiem lub mamy ciągłą nadzieję na zmiany na lepsze, nie
myślimy i nie zastanawiamy się jak to by było, gdybyśmy kogoś stracili, a tym
bardziej, jak zareaguje świat na nasze zniknięcie. Nigdy nie będziemy pewni
reakcji.
„Wróć, jeśli pamiętasz” to opis
świata i tych właśnie reakcji, które stają się faktem. Nie można cofnąć
śmierci, a to, co się wydarzyło trzeba przyjąć i dostosować wszystko, by z tym
żyć. Adam, który w pierwszym tomie gorąco dopingował Mii w walce o pozostanie,
ba, o podjęcie samej decyzji o pozostaniu, składał różne obietnice i
deklaracje, które często mówi się bez opamiętania. W sytuacjach dramatycznych
nie rozważa się, że kiedyś trzeba będzie się z nich rozliczyć.






