Nuda,
nuda, nuda. Pierwsze wrażenie, od którego wiele zależy. I taki jest początek
tego filmu... później zresztą też. To nie jest opowieść akcji, romantycznej
przypadkowej miłości czy o serii zabójstw w metrze o wielorakich motywach.
Nudne jest po prostu życie. Tak jak to przedstawiono w tym filmie. Ciągnie się,
historia nie ma polotu, wielu uśmiechów i na co dzień nie daje wielu powodów do
zwyczajnego zadowolenia lub głębokiego oddechu, a tym bardziej satysfakcji.
I niech nikt nie zaprzecza, że w
rzeczywistości jest inaczej. Oczywiście, każdy prowadzi bujne życie rodzinne,
rozwija się zawodowo, wieczorami uprawia pasje, a w weekendy hula po imprezach.
Zazwyczaj wiele ludzkich dni jest do bani i ciągną się jak flaki z olejem.
Naturalnie nikt tego nie potwierdzi, bo w oczach sąsiadów, znajomych i żony
żyjemy w idealnym świecie, niczego nam nie brakuje, a codzienne narzekania
muszą tylko potwierdzić regułę.
I tak się brnie przez kolejne
minuty produkcji, szukając większego, tajemniczego przesłania. Film dla tych,
którzy rozmyślają, a książka dla tych, co mają dodatkowy czas na owe
rozmyślania.
