niedziela, 25 stycznia 2015

Piotr Gąsiorowski – Wybaczyć Bogu


Tej książki nie miałem w planach, nigdy o niej nie słyszałem, a tym bardziej nie szukałbym jej z powodu polskiego autorstwa. Nadszedł ten dzień, w którym znów przełamuję klątwę, że to co polskie, też jest dobre. Zresztą historia oparta na prawdziwych doświadczeniach, a i prowokujący tytuł, z którym chciałem się zmierzyć. Książka z przypadku musi być dobra, opis na okładce sugeruje, że czytając zdetonuję bombę tabu zamkniętą w artystycznym pudełku.

„Wybaczyć Bogu” to opowieść polskiego pastora, którego jak miliony ludzi na całym świecie dotyka nieszczęście. Jak wszyscy zadaje sobie pytanie: dlaczego? i w jednej chwili poddaje w wątpliwość swoje uporządkowane, wysoko ułożone myślenie o Bogu, którego traktował jako przyjaciela, który nigdy go nie zawiedzie. Czy Bóg może kogokolwiek zawieść? Jeśli zadajemy sobie takie pytanie, to powinniśmy poważnie pomyśleć o swojej wierze. Bo czy ktoś, kto może nas zranić, może nazywać się naszym przyjacielem?

Piotr Gąsiorowski od pewnego momentu nie chce mieć z Bogiem wiele wspólnego. Bo po co? Jak łatwo scharakteryzować wiarę większości Polaków? Boga potrzebuje się wtedy, gdy życiowe trudności przerastają nasze siły i naszą upartość, że poradzimy sobie sami. Jak już się nie da, biegnie się do kościoła i mówi: Nie daję rady...pomocy! A i tak wtedy opornie, powoli jesteśmy wspierani najdalszym objazdem. Nie dostaje się szybkiego rozwiązania, trzeba najlepiej cierpiąc, zrozumieć, a potem nauczyć się czegoś nowego, poddać się Jego woli, w dodatku w pełni świadomości wykorzystując swoją wolną wolę. Skomplikowane.

Tak jak i książka. Liczyłem na historię, jakąś fabułę. I tak się zaczęło, początkowy opis przyprawił mnie o dreszczyk i pomyślałem...będzie ostro. A dalej zastałem długi, choć zaledwie 80 stronicowy wykład teologiczny, który oczywiście był bardzo ciekawy, dociekliwy i nawet z lekka pokrzepiający. Ale to i tak ni z jednej strony książka psychologiczna, ni poradnik, ni opowieść. To rozważania, które autor z siebie uwolnił.

Do mnie trafiły, ale podejrzewam, że ludzie czytający Young Adult, kryminały i fantastykę po prostu znudzi i odrzuci. Naturalnie książka jest godna polecenia wszystkim w dołku, a nader wszystko balansującym na krawędzi przebaczenia. Uciekanie od problemu i winienie wszystkich dookoła za swoje problemy to codzienność, z którą warto zawalczyć. Szczególnie, że zajmie to tylko godzinę.

Okładka książki przedstawia załamanego mężczyznę na tle pustej drogi. Cóż, dokładne opisuje zawartość.


„Najgorsze wcale nie jest to, co nas spotyka, ale to, co robimy z tym co nas spotkało!”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz