niedziela, 4 października 2015

Halina Birenbaum – Nadzieja umiera ostatnia. Wyprawa w przeszłość


Zwykle czyta się książki nasączone historiami ludzi, których dotykają wspaniałe przygody, górnolotne emocje często pomieszane z osobistymi dramatami i tragediami ściskającymi gardło czytających. Najczęściej jednak jest to fikcja. Coś co autor wytwarza w swoim umyśle, przekazuje i doświadcza obrazując swoje wyobrażenia. Często też poparta własnymi przeżyciami i swoim życiem.

Lubimy brnąć w takie książki. Wchodzimy w czyjąś skórę, drażnimy się z czyimś lękiem, patrzymy na łzy i rozpacz z boku. Oglądamy z równą chęcią radość i największe rozkosze, utożsamiając siebie w podobnych sytuacjach. Ale nadal tkwimy w literackiej nieprawdzie. Jak najbardziej realnej, lecz zamkniętej w papierowej oprawie. Czy z trudem przyjdzie mi „ocenić” książkę Pani Haliny Birenbaum? Jak to zrobić, gdy po jej przeczytaniu najchętniej zaszufladkowałbym ją w gatunku science-fiction? Mierzę się z paradoksem, który chce mnie przekonać, że ta książka jest „wymyśloną prawdą”. A jest tylko prawdą.

niedziela, 13 września 2015

Emily Giffin – Coś niebieskiego


Książkę można wymęczyć na kilka sposobów. Czytać po kawałku w nierównych odstępach czasu, traktując każdy rozdział jako początek; w ogóle nie czytać i myśleć, że pozbyłem się problemu, ale nadal zastanawiając się – może jednak; lub wyłączyć się z rzeczywistości w wolną niedzielę i czytać do bólu. A nóż widelec, może mnie wciągnie...

„Coś niebieskiego” przeleżało 1,5 miesiąca domagając się zakończenia historii z romansem w tle. Niestety złe wrażenie wywołane przez pierwszą część, negatywnie również nastawiło mnie do niby lepszej połowy sagi. Czytałem, czytałem, częściej raczej myśląc (nuuuda), niż skupiając się na samej treści. Sam do końca nie mogę się przekonać czy zmieniłem zdanie o atrakcyjności powieści. Nie, nie zmieniłem, książka nadal pozostanie mi w pamięci jako – z lekka to określę – mało konkretna. Dorzucę malutkie ALE, które jak lew bronić będzie niezwykłego przekonania, które po raz pierwszy dotknęło mnie w zazwyczaj mało dostrzeganym przeze mnie morale: Życie od nowa to nie fikcja.

wtorek, 28 lipca 2015

Emily Giffin – Coś pożyczonego


Długo, długo, długo nie czytałem. Życie. Jest tak samo skomplikowane jak historie w opowieściach, które czytam. Ale nie ważne. „Coś pożyczonego” to książka, a jakże pożyczona, ale nie jako taka zwykła kupa papieru. Dana z pewnego rodzaju namaszczeniem. Madziu, wspomnę Cię po raz pierwszy jako mojego głównego dilera książkowego – naturalnie dzięki za wszystkie tytuły, które już do mnie trafiły, i które zapewne jeszcze przede mną. O co chodzi z tym błogosławieństwem? Otóż, podobno będę pierwszą osobą, której ta książka mogłaby się nie spodobać (czy tak było, zapraszam poniżej).

Po przeczytaniu trzech opasłych tomów Greya, miałem nadzieję na zupełną zmianę gatunkową, a tu przeznaczony mi był kolejny romans. Na dodatek właśnie teraz się załamałem. Postanowiłem przerolować Wikipedię, żeby sprawdzić jak dokładnie klasyfikowana jest ta książka, no i z jednej strony ciekawostka, z drugiej potwierdzenie dlaczego nie chciałem jej czytać. „Coś pożyczonego” to powieść chick lit, czyli odmiana literatury tworzona przez kobiety i dla kobiet (słówko głównie wcale mnie nie pociesza). No dobra..., ale przecież: OBYKSIĄŻKA!

sobota, 18 lipca 2015

Pierwsze urodziny bloga - obyksiążka


Rok temu rozpoczęła się bardzo przyjemna wędrówka, która uświadomiła mi, że robienie czegoś tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji rozwija jak nic na świecie, a przy okazji pogłębia nieznane dotąd horyzonty. Czytanie książek wciąga najbardziej w momentach, gdy jest Ci źle – wtedy czytasz tragiczne historie, albo gdy masz na wszystko wywalone i leżysz pod gruszką patrząc w niebo – wtedy czytasz mroczny kryminał, podejrzewając nawet biegające między nogami kury o tajemnicze zbrodnie, no albo w każdym innym czasie, gdy już wiesz, że po prostu chcesz i musisz przeznaczyć krótkie 5 minut na kilka stron jakiejkolwiek powieści, albo chociaż opowieści.

środa, 24 czerwca 2015

E. L. James – Nowe oblicza Greya


Przygoda z Greyem zakończona. Jaka była? Przed napisaniem tego wpisu przejrzałem kilka blogowych recenzji wysnuwając niezrozumiałe wnioski. Opowieść o Greyu jest nudna, przerysowana, a autorka zmarnowała czas na jej pisanie, bo mogła to zrobić lepiej, ale po prostu się do tego nie nadawała. Zupełnie nie rozumiem takiego podejścia. Domyślam się, że coś co osiągnęło spektakularny sukces musi zostać zjechane z góry do dołu, bo w jaki inny sposób można zwrócić uwagę na krótki tekst publikowany na domowych blogach.

Odcinam się od tego zupełnie, głośno i wyraźnie mówiąc, że E.L. James stworzyła arcyciekawą historię, zabierając niejednego czytelnika na kilkanaście godzin do niczym zmąconego świata wyobrażeń i fantazji.

Dla jednych było to podglądanie życia erotycznego bohaterów, dla innych zanurzenie się w bogatym świecie, a dla tych ostatnich rozpracowywanie zachowań, które dyktują emocje.

czwartek, 11 czerwca 2015

Bieg firmowy w Warszawie – 13 czerwca 2015


Warto robić coś bez zastanowienia. W przypływie chwili powiedzieć „tak” i dopiero wtedy martwić się jak. Moje zgłoszenie do biegu, który sam częściej określałem jako maraton, tak poważniej brzmi, ograniczyło się do wpisania na listę i oczekiwania na start. Dystans: 4,2 km. Co to jest, każdy głupi tyle przebiegnie. To prawda, można, ale bez jakiegokolwiek przygotowania trzeba pamiętać, żeby swoje płuca mocna przywiązać. Mogą zostać daleko w tyle.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

E. L. James – Ciemniejsza strona Greya


Ciemniejsza strona Greya jako tytuł może dawać sporo do myślenia. To znaczy, że będzie on bardziej mroczny, tajemniczy, a nade wszystko seksualnie perwersyjny? Oczekiwania najłatwiej jest rozwiewać i mam wrażenie, że książka to zrobiła. Na czym miałaby polegać owa ciemniejszość? Nie w posuwaniu się w coraz to dziwniejsze odchyły głównego bohatera, ale zagłębianie się, wręcz powolne wkręcanie w tajemnice każdej z pięćdziesięciu odcieni jego osobowości. Ale to tylko moje wrażenie.

Świat Christiana Greya, człowieka bogatego, władczego i mającego wszelkie atrybuty ideału jest bardzo absorbujący. Dla wszystkich, co go nie znają. Dla Anastasii Steel priorytetem jest co innego. Pierwszy raz doświadcza uczuć, które pokazują jej jak życie może być piękne. Jak można wpływać na drugiego człowieka oraz jaką to niesie ze sobą moc. I odpowiedzialność. Ana Steel podejmuje, no właśnie co: walkę, wyzwanie, a może szansę? Nic z tych rzeczy. Otwiera się na coś, co jest tak naturalne, że czasem bardzo odległe. Dzieli się i uczy, zarówno siebie jak i Christiana miłości.